Tusk nie Nixon

Afera hazardowa jest, pod względem zakresu uwikłania polityków, kalką afery Watergate.

Richard Nixonem nie brał udziału w nielegalnych działaniach swoich najbliższych współpracowników, ale po wykryciu afery popełnił przestępstwo polegające na ochranianiu winnych przez fałszywe zeznania i utrudnianie dochodzenia prokuratorskiego. Podobnie jest z aferą Platformy Obywatelskiej - za organizację nielegalnych działań odpowiadają wysocy funkcjonariusze państwowi i partyjni, ale można założyć, że premier Donald Tusk osobistego udziału w nich nie brał.

 

Jednak dymisjonując wicepremiera Grzegorza Schetynę Tusk przyznał się do własnej odpowiedzialności i to podwójnie. Raz, karząc Schetynę za wprowadzenie do Platformy swoich metod i związków z okresu wrocławskiego, a drugi raz, przez powierzenie mu funkcji szefa klubu z zadaniem zablokowania prac komisji śledczej. Związki i metody Schetyny, współpracującego biznesowo z Ryszardem Sobiesiakiem, są przecież mniej skandaliczne niż Tuska, który swojego Sobiesiaka, biznesmena hazardowego Wiktora Kubiaka, całkiem jawnie spłacał posadą państwową. Schetyna finansował Sobiesiaka, ale nie wiemy jak Sobiesiak spłacić się Schetynie, a Tusk potrafił agenta WSW/WSI wprowadzić do rządu, jako pełnomocnika ministra przekształceń własnościowych. Wina Schetyny polega na tym, że jego rozmowy z Sobiesiakiem zostały nagrane, a w sprawie związków Tuska z Kubiakiem, jak to mawia ich patron Czesław Kiszczak, „końce poszły w wodę". Dymisjonując Schetynę Tusk publicznie potwierdził, że rozumie, iż takie związki są kompromitujące i powinny skutkować odebraniem prawa do rządzenia. Dając jednak Schetynie narzędzia tuszowania afery, Tusk przyznał się do istnienia wspólnoty interesów, co oznacza, że afera nie jest incydentem, a stanowi modus operandi całości bytu politycznego Platformy i musi zostać „zamieciona" w interesie samego Tuska.

I tu dochodzimy do czynnej roli Tuska w mataczeniu w celu uniemożliwieniu ujawnienia prawdy i wymierzenia sprawiedliwości winnym. W swoich zeznaniach Tusk z wielkim naciskiem oświadczył, że komisja powstała na mocy jego osobistej decyzji, podjętej wbrew radom otoczenia. Przyznał w ten sposób, że ponosi równie osobistą odpowiedzialność za całość działań członków komisji wydelegowanych przez Platformę. Ich rola, polegająca na utrudnianiu postępowania śledczego, powinna skutkować podjęciem dochodzenia przez prokuraturę, ale głównym odpowiedzialnym, jako organizator i nadzorca tej afery w aferze, jest Tusk. Ta odpowiedzialność jest podwójna, jako że pomocy w utrudnianiu śledztwa udzielają nie tylko posłowie, ale i podporządkowani mu urzędnicy.

Ale matactwa Tuska to nie tylko przekształcenie komisji śledczej w komisję ślepą, głuchą i pozbawioną rozumu. To również przekazanie informacji o śledztwie CBA Drzewieckiemu, kasjerowi Platformy, czy zablokowanie tego śledztwa przez nielegalną dymisję Mariusza Kamińskiego.

W swoich zeznaniach Tusk  stosował zabiegi typowe dla ludzi chcących ukryć prawdę -  bardzo często powtarzał, że pamięta, iż zeznaje pod przysięgą i ponosi odpowiedzialność karną za ich prawdziwość, a także stale powoływał się na posiadanie świadka, który potwierdza jego zeznania. Z drugiej strony, ciągłe powtarzanie tych zadziwiających zapewnień oznacza, że Tusk rzeczywiście boi się kary za fałszywe zeznania. Choć zasłaniał się niepamięcią, ten strach nie pozwolił mu zaprzeczyć, że Mariusz Kamiński mówił mu o córce Sobiesiaka,. Temu strachowi zawdzięczamy też niespodziewane przyznanie się, że informację o przecieku otrzymał  już 10 września: Minister Cichocki poinformował mnie tylko, że powinienem zapoznać się z tym materiałem w przyszłym tygodniu.

Afera Watergate zaprowadziła do więzienia kilku funkcjonariuszy administracji Nixona, ale stało się to w Ameryce. W III RP za aferę hazardową ludzie Tuska mogą nie pójść za kratki. Podobnie jest z odpowiedzialnością szefa. Nixon musiał złożyć urząd, a przed posadzeniem  na ławie oskarżonych, skazaniem i uwięzieniem uratowało go ułaskawienie przez  następcę. Tusk za „przeciekowe" chronienie swoich współpracowników zapewne w ogóle prawnie nie odpowie. Jak mówią Rosjanie Kurica nie ptica, Polsza nie zagranica. W państwie tworzonym przez Jaruzelskiego, Kiszczaka, Mazowieckiego i Michnika nadal nie obowiązują zasady państwa prawa, a obyczaje posowieckie, gdzie prokuratura jest dyspozycyjna wobec władzy. W III RP Nixon pozostałby prezydentem na tej samej zasadzie, dzięki której Tusk pozostaje premierem.